piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego nowego roku. Wytrwałości w swoich założeniach i lojalności wobec własnych zasad. :)

wtorek, 28 grudnia 2010

Pogrążam się coraz bardziej i bardziej. Muszę przebić swoją mydlaną bańkę, nim zderzy się z ziemią. Zaczyna mi brakować w niej powietrza. Zaczyna się robić żałośnie...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Stała pośrodku dwóch osób, które kochała. Musiała dokonać wyboru. Albo on albo ona. W życiu już tak jest, kiedy mamy przyjaciółkę - nie mamy chłopaka, a kiedy mamy chłopaka - nie mamy przyjaciółki. Tym razem to nie rozum będzie podejmował decyzje tylko serce. Rozum jedyne co jej zafunduje to wyrzuty sumienia, a zranione serce goiło by się dniami, tygodniami, miesiącami... Każdego dnia czułaby jak się wypala. Brakowałoby jej coraz bardziej jego dotyku, głosu, oddechu, a nawet dąsań. Oczywiście mogłaby wypełnić pustkę po nim kimś innym, ale to tylko chwilowo, bo serce nawet jeśli już dałoby się nabrać to szybko zorientowałoby się, że nic nie czuje, że to było tylko przelotne uniesienie, które jest niczym w porównaniu do miłości. Jej dni by się dłużyły, tęsknota tak niemiłosiernie doskwierała, że już nawet towarzystwo przyjaciółek by nie pomagało. A rozum? Rozum dokuczałby jej o wiele krócej. Wyrzuty sumienia zagłuszyłoby głośne bicie serca, kiedy go widzi. Idąc z przyjaciółką od czasu do czasu na zakupy, kawę czy dzwoniąc od święta, uspokoiła by swoje sumienie. Bo tak naprawdę rozum nie jest tak bystry i przebiegły jak mu się wydaje. Łatwo jest go omamić tanimi chwytami.

niedziela, 26 grudnia 2010

Początkowo zakładając tego bloga chciałam tworzyć blog o modzie, szczerze mówiąc to wydaje mi się, że nie znam się na niej jakoś bardzo dobrze, o ile mogę powiedzieć, że znam się na niej chociaż dobrze, ale zafascynowała mnie The Blonde Salad oraz Honorata Skarbek i to w jak prosty sposób można zarobić pieniądze. Gdyby nie mój strach przed złą opinią i krytyką innych pewnie założyłabym "internetowy pamiętnik" o podobnej tematyce. Jednak coś we mnie zaważyło, że stworzyłam właśnie takie dzieło jak dziś widzicie. W pierwszych dniach istnienia mojego bloga w ogóle nie myślałam o tym, żeby ujawnić kim naprawdę jestem -ze strachu. Nieco później się przełamałam i wklejając link do notki na fotobloga, czy do opisu na gg, byłam w pełni świadoma tego, iż będzie wiadome, że to ja jestem autorką postów. Bałam się, że zaraz pojawią się złośliwe komentarze, lub te mniej złośliwe lecz wciąż negatywne i być może niestety prawdziwe. Miałam mnóstwo obaw, lecz dzisiaj, po dwóch tygodniach prowadzenia bloga na szczęście nie pojawił się jeszcze żaden negatywny komentarz, przez co zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że to wcale nie jest żałosne. Na moje nieszczęście nie pojawił się również żaden pozytywny komentarz, przez co nie wiem co ludzie o tym myślą, nie wiem czy podzielają moje opinie w różnych kwestiach, czy może mają inne, o wiele bardziej ciekawe poglądy na różne tematy. Suma sumarum - nie pojawił się żaden komentarz.

sobota, 25 grudnia 2010

Nie czujecie magii tych świąt? Nie ma tego specyficznego klimatu? To zróbcie coś w końcu i go stwórzcie. To przecież ludzie tworzą tą szczególną atmosferę. Zamiast narzekać, że nie ma świątecznej aury zróbmy coś, aby ją stworzyć. Primo - wystarczy trochę uśmiechu; secundo - odpuśćmy już sobie dawne żale, nie ma co tworzyć problemów na siłę, życie jest wystarczająco trudne, trzeba sobie je ułatwiać; tertio - nutka serdeczności jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie uwzględniłam świątecznych piosenek, makowca, ani choinki, bo one kreują nam tylko świąteczną aparycję i to chyba oczywiste, że jeśli chcemy chociaż wizualnie poczuć magię świąt musimy o nie zadbać. Wesołych świąt moi mili!

piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt

Z okazji Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć
zdrowych i spokojnych świąt,
aby miłością wypełniony był każdy Wasz kąt.
Pomyślności oraz wytrwałości w swoich założeniach oraz
oby Wasz następny rok opierał się na samych marzeń spełnieniach.

Z mocą uścisków i buziaków. K

niedziela, 19 grudnia 2010

Jak już pisałam rozstania są najtrudniejsze. Szczególnie te przymusowe. Nie ma innego wyjścia jak odejść, mimo że się tak naprawdę nie chce. Ale jak pisze mistrz Coelho "los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi, żeby uświadomić im, ile dla siebie znaczą". Ta sentencja jest jak najbardziej prawdziwa. To tęsknota jest przecież najdokładniejszym sposobem pomiaru miłości. Rozstania są takie trudne, bo zawsze w sercu zostaje pustka po osobie, która odeszła. Wspomnienia mieszają nam w głowie, ckliwe piosenki tworzą melancholijny nastrój, wspólne zdjęcia przyprawiają nas o potok łez i to wszystko razem kreuje ten cały ból związany z rozstaniem. Ktoś mógłby zapytać "to po co w takim razie się rozstawać?", po to, aby sobie wszystko poukładać, aby uświadomić sobie ile się straciło i jak wielki to był błąd lub, żeby dowiedzieć się, że zrobiliśmy dobry krok oraz czas zacząć nowy rozdział w życiu. To wszystko jest popaprane, ale takie już jest życie.

sobota, 18 grudnia 2010

Zaufanie

Niby każdy związek i w ogóle jakakolwiek relacja międzyludzka opiera się na zaufaniu, ale czy tak naprawdę jest? Nie wiem. Ja osobiście stosuję zasadę ograniczonego zaufania, ze względu na to, że nie umiem ufać komuś inaczej niż go kontrolując. Co jest jakąś totalną niedorzecznością, bo nie można komuś ufać wciąż go nadzorując. Najwyższą formą zaufania jest kontrola - te parę słów to największy absurd jaki człowiek mógł kiedykolwiek wymyślić. Osobą, która wymyśliła te słowa musiała się kompletnie nie liczyć z uczuciami drugiego człowieka. Właściwie to z początku słysząc tą zasadę wydawało mi się, że wszystko jest ok, że zasada jak najbardziej znajdzie zastosowanie w dzisiejszych czasach, ale myśląc głębiej dochodzę do wniosku, że to jakaś totalna głupota. Bo kto z nas chciałby być inwigilowany na każdym kroku i zadręczany krępującymi pytaniami? Nikt. Nie ma osoby, której sprawiałaby przyjemność myśl, że po powrocie do domu nie zostaniemy mile powitani słowami "Jak minął Ci dzień?", tylko "Gdzie byłeś? Z kim?". Spowiadanie się niczym w konfesjonale z wszystkiego co robiliśmy, z kim, gdzie etc. jest męczące. Po za tym takie powtarzające się pytania dają wiele do myślenia i chcąc nie chcąc, co tu dużo pisać - ranią. Dlatego zastanawiajmy się nad tym co robimy i nie bójmy się, że się zawiedziemy. Nawet starając się przed tym jakkolwiek bronić i tak nam nie wyjdzie. W życiu czeka nas wiele niepowodzeń. Taka jest kolej rzeczy. Miejmy nadzieję, że zostały wypisane na kartach naszego życia tylko po to, abyśmy na nich mogli uczyć się jak nie postępować.

środa, 15 grudnia 2010

Dzisiaj zainteresowała mnie pewna kwestia związana z... właściwie to nie wiem jak to nazwać, hipokryzja? fałszywość? czy może tchórzostwo? Chodzi mi mianowicie o ratowanie swoich czterech liter cudzym kosztem. Czy naprawdę ludzie są aż tak zepsuci i na świcie do cna wyczerpały się zasoby odwagi osobistej? Coraz częściej spotykamy się z tym, że ludzie w akcie desperacji wrabiają innych. Próbują wybielić się oczerniając innych, bo myślą, że co? Że ich występki pójdą w niepamięć? Iście żałosne. Jednak przesiąkliśmy obłudą do szpiku kości.

wtorek, 14 grudnia 2010

Zastanawiam się właśnie dlaczego tak bardzo przejmujemy się opinią innych ludzi? Mimo, że wypieramy się w żywe oczy, że nie interesuje nas zdanie innych na nasz temat, że dbamy o siebie i ubieramy się modnie dla siebie. Co oczywiście jest wierutnym kłamstwem, bo gdybyśmy nie troszczyli się o to co na nasz temat myślą inni, nie staralibyśmy się tak bardzo wyglądać tak jak chodzące po wybiegach wieszaki, czy według stereotypów nie nosilibyśmy tego koloru do tego, a tamtego do tego. Każdy uważa się za indywidualistę i odmienną jednostkę, mającą inne poglądy i upodobania, bo to teraz jest "modne", bycie odmieńcem. Oryginalnym odmieńcem. Ale przecież tak naprawdę jesteśmy stadem ślepych owiec, w którym nigdy żadne zwierze nie wychodzi przed szereg, nie oddala się oraz nie ma inaczej przystrzyżonego futra. Tak bardzo staramy się być inni, że w tej całej swojej inności jesteśmy tacy sami. Tak samo przejmujemy się opinią innych.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Nie wiedząc czemu nagle poczuła, że krew w jej żyłach raptownie zaczęła krążyć szybciej. Ręce stały się wilgotne, a nogi uginały się pod nią niczym byłyby z waty. Jeszcze nie wiedziała co ją czeka, lecz jej dusza już dawno wiedziała, bo dusze dwojga ludzi spotykają się na długo przed spotkaniem ciał. Nadchodził moment, w którym miała pierwszy raz zanurzyć się w intensywnej zieleni jego tęczówek, poczuć jego specyficzny zapach i usłyszeć wiatr szeleszczący między jego wargami. To było przeznaczenie, czy im się to podoba czy nie - są sobie pisani.

niedziela, 12 grudnia 2010

Współczucie

Jeżeli sądzisz, że potrafisz zrozumieć drugą osobę nie będąc na jej miejscu, lub wcześniej nie będąc w takiej samej sytuacji, to się mylisz. Kto zrozumie człowieka, który całe życie był odpychany na drugi plan przez kochaną osobę, tylko dlatego, że alkohol był ważniejszy, jak nie drugi człowiek, który doznał uczucia odrzucenia? Kto zrozumie matkę, która była zmuszona chować w swoim łonie martwe dziecko i wydać je na świat, tak jak każde inne, jeśli nie druga matka dotknięta przez los taką samą tragedią? Każdemu z nas wydaje się, że jesteśmy pełni współczucia i miłości, a prawda jest taka, że wszyscy robią to na pokaz. Bo tak wypada. Czy ktokolwiek z was chociaż raz szczerze współczuł komukolwiek, bo wiedział co ta osoba czuje? Współczujemy dlatego, że komuś się źle powodzi, bo dotknęła go krzywda, bo tak należy, a nie dlatego, że naprawdę wiemy co czuje.

sobota, 11 grudnia 2010

Początek

Początki zawsze są trudne. Od kiedy pamiętam trudno mi było zaczynać, a kończyć jeszcze trudniej.
 Początek wiąże się z czymś nieznanym. Ludzie z reguły boją się zaczynać wszystko od nowa, bo jakby nie patrzeć jest to ryzykowne. Mało kto potrafi spalić za sobą wszystkie mosty i z dnia na dzień zacząć żyć inaczej, żyć z kimś innym, a czasem nawet być kimś innym. Z perspektywy ich doświadczeń życiowych ciężko jest im zaufać. Boją się odrzucenia, wyśmiania i niezrozumienia.
Koniec, mimo że jest antonimem słowa początek, również wiąże się z czymś nieznanym, a to dlatego że każdy finisz, jest zarówno nowym startem. Ludzie boją się innowacji. Chcieliby zmienić wiele rzeczy, ale po prostu się boją. Boją się, że stracą to co do tej pory osiągnęli. Zwykli tchórze. Ale jak powszechnie wiadomo, każdy wyjątek potwierdza regułę, a w tej kwestii na szczęście jest wiele takowych potwierdzeń.