środa, 15 grudnia 2010

Dzisiaj zainteresowała mnie pewna kwestia związana z... właściwie to nie wiem jak to nazwać, hipokryzja? fałszywość? czy może tchórzostwo? Chodzi mi mianowicie o ratowanie swoich czterech liter cudzym kosztem. Czy naprawdę ludzie są aż tak zepsuci i na świcie do cna wyczerpały się zasoby odwagi osobistej? Coraz częściej spotykamy się z tym, że ludzie w akcie desperacji wrabiają innych. Próbują wybielić się oczerniając innych, bo myślą, że co? Że ich występki pójdą w niepamięć? Iście żałosne. Jednak przesiąkliśmy obłudą do szpiku kości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz